• Wpisów:4
  • Średnio co: 343 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin:1 215 / 1718 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przystanęłam na skraju drewnianego pomostu patrząc w głęboką toń morza. Ciemność otaczała mnie niemal z każdej strony. Jedynie ją rozpraszał srebrny blask wschodzącego księżyca, który już wisiał nad czarną wodą odbijając się jak w lustrze. Pełnia miała nastąpić już za niecałe pięć dni i dlatego już jasność księżyca miała ponad 81%.
Spojrzałam oskarżycielsko na białą-w większej połowie-tarczę. Miałam wrażenie jakby mnie oskarżał,krzyczał na mnie, wyrzucał mi, że to wszystko głupota i trzeba nadal żyć. Iść przed siebie. Czasami wspominał : "Słaba jesteś".
Ale nie byłam. Niektórzy uważają, że samobójcy są słabi. Nie. Nie są. Mają odwagę by się zabić, bo nie mają motywacji,chęci do dalszego życia.
Bo kto by chciał żyć jak jakaś roślinka nieświadoma tego co sie dzieje dookoła ?
- To Twoja cholerna wina. - syknęłam odchylając w tył głowę z ponurym uśmiechem.
- Nie wydaje mi się . - odparł na moje oskarżenie rozbawiony męski głos dochodzący za moich pleców.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było nieświadome wciągnięcie powietrza przez usta. W tym samym czasie znieruchomiałam ze strachu i zadygotałam z ogarniającej mnie wściekłości. Co to za idiota chce mi przeszkodzić w tym co miałam zrobić?
Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na ciemną postać kroczącą leniwie i niespiesznie w moim kierunku aż pomarańczowe światło latarni oświetliło twarz przybyłego mężczyzny. Poruszał się jak drapieżnik, z dużą gracją.- Pomyślałam i na samą myśl o tym wzdrygnęłam się.
Tak samo pomyślałam widząc po raz pierwszy wampira. Ale ten mężczyzna nie może być wampirem...chyba ?
Spojrzałam na twarz nieznanej mi osoby .
Szok zastąpił wszystkie inne uczucia.
- Riley ? - wyszeptałam pobladłymi ustami.
Dopiero po kilku sekundach zaskoczenie ulotniło się jak pęk uwolnionych balonów .
Chociaż widząc go powinnam się chyba uspokoić.
Kolejne uczucia : gniew i wyrzuty.
- Przecież uznano Cię za zaginionego...Sądzą,że nie żyjesz !
Ból, który towarzyszył przez ten cały mój rok nasilił się. Łzy napłynęły do oczu.
- Można by tak powiedzieć. Że nie żyję pod pewnymi względami.- wyjaśnił tajemniczo śledząc mnie wzrokiem. Wtedy zwróciłam uwagę na kolor jego oczu. Jaskrawo czerwone.
Miałam już na ten temat już coś powiedzieć, ale nauczona doświadczeniem zamknęłam usta i przemilczałam ten szczegół.
Uniosłam zdziwiona tylko brew udając,że nic nie rozumiem.
- To długa historia. - Jego spojrzenie powędrowało do mnie,a potem do wody. Wyciągnąwszy odpowiednie wnioski powiedział cichym głosem : - Chciałaś sie zabić . - Jego ton głosu, jego mina, cała postawa zniknęła i zastąpił ją szczery smutek.
Trwało to tylko sekundę i na powrót stał się aroganckim dupkiem myślącym,że mimo tego kim sie stał jest najpotężniejszy.
Nadal kochałam tego dupka.
Skinęłam głową odpowiadając mu w ten sposób.
Przyjrzał mi się po raz kolejny w ciągu tych piętnastu minut. Ja również mu się przyjrzałam.
Jaskrawo czerwone oczy, blada skóra,drapieżne ruchy,niezauważalne kroki...
Zdałam sobie wreszcie sprawę z tego co widzę. Kim on jest... Czym się stał przez ten rok, gdy zaginął...Te masowe morderstwa w mieście. Strach.
Moje przypuszczenia okazały się być prawdą.
- Jesteś wampirem.- wyszeptałam po raz kolejny. Nie było mnie stać na to by powiedzieć to głośniej. Te istoty mnie przerażały odkąd natknęłam się na jednego z nich. I oboje z tego spotkania wyszliśmy ledwo z życiem nauczeni by siebie unikać.
On niemal pół martwy z wiedzą by unikać mnie i mojego ognia jak diabeł święconej wody.
Ja-poraniona i ugryziona raz jedyny raz i nie przemieniona z wiedzą by nie spotykać się z obcymi ludźmi, w szczególności wampirami , gdzieś daleko od ludzi.
Dlatego rozpoznałam w moim byłym tą istotę rodem z baśni i legend.
Skinął głową odpowiadając mi w ten sposób, tak jak ja odpowiedziałam na jego słowa .
Rozumieliśmy się bez słów.
Nie mieściło mi się to w głowie.
Dlaczego on ??
Czarna łza spłynęła po moim policzku w spowolnionym tempie pozostawiając czarną smugę.
Zadrgała na krzywiźnie szczęki i spadła przyśpieszając ten proces na drewniany pomost robiąc w nim niewielką dziurę...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Powoli zapadał zmierzch obejmując mrokiem coraz to większy obszar miasta ,w którym mieszkałam. Seattle.
Gdy wyszłam cicho z domu ubrana w czerń mrok pezł już w moim kierunku, a ostatnie promienie słońca, które przed zachodem wyszło zza pochmurnych chmur oświetliło moją twraz.
Malująca się na niej ponurość nie była w stanie zniknąć nawet przez chłodne promienie.
Po raz ostatni czułam na skórze promienie słońca. Po raz ostatni oddychałam powietrzem. Po raz ostatni chodziłam po znajomych ulicach...
Nim zdązyłam dokończyć ostatnie myśli ciemnośc spowiła mnie swoją peleryną.
Otrząsnęłam się na moment z myśli błądzących swobodnie, kierujących się ku temu... Co mnie czeka.
Idąc ciemnymi ulicami oświetlonymi gdzieniegdzie latarniami w drodze na przystań odliczałam w myślach swój pech.
Nie żałowałam swojej decyzji ani przez chwilę.
Została podjęta pod wpływem chłodnych rozmyślań, a nie pod wpływem gniewu, złości czy innego negatywnego uczucia,który odebrał niektórym osobom życie.
Chociaz dla mnie były zupełnie obojętne. Ucziucia...
Cichutko westchnęłam.
W domu w kuchni na wysepce pozostawiłam list uprzedzający lub może i tłumaczący dlaczego to zrobiłam. Stronice w nie wielu miejscach były zmoczone słonymi łzami. Też zapełnione były wyrzutami, tym co myślałam o nich. O moich rodzicach. Caroline.
Tych co mnie skrzywdzili.
Nie podałam miejsca ani sposobu w jaki odbiorę sobie życie.
O nieee... Tego bym nigyd nie zrobiła, nie powiedziała.
Wolałabym aby żyli ze świadomością,że to przez nich, żeby wiedzieli co czułam i żeby choć trochę cierpieli jak ja przez ostatnie trzy lata.
Tyle sposobów, tyle możliwości...
Powieszenie się, kulka w głowę,serce, podcięte żyły, sztylet wbity w serce, rzucenie się z wysokości , zażycie środków nasennych i innych tabletek z alkoholem, trucizna, porażenie prądem elektrycznym,zadanie sobie ran kłutych na szczycie głowy z przebiciem pokrywy czaszki. Wybrałam utopienie się, bo to najlepsze rozwiązanie. W wannie nie mogłam tego zrobić. Za szybko by odnaleźli moje ciało.
Zaś morze... bezgraniczny ocean. Nieokiełzane i dzikie.
Szybkim krokiem pokonałam ostatni odcinek drogi mijając łódki i łodzie na przystani . Kierując się do najbardziej oddalonego od ludzi miejsca.
Może to brzmi chaotycznie . Może brzmi to choro...
Jakbym była chora psychicznie.
Ale byłam okrutna i zimna.
i kochałam te uczucia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Słowa pomiędzy parą kochających się ludzi nie zawsze są potrzebne.
W moim przypadku moi rodzice nawet się nie kochają.
Walczą na słowa dniami i nocami. Kłótnie nawet przypominają mi bitwy, które kończą się płaczem,gniewem,bezsilnością i stłuczoną porcelaną. W obu przypadkach są rany.
Nie tylko na tym tracą moi tak zwani rodzice.
Także ja otrzymuje ciosy niewerbalne. Zimny gniew i chłodna kalkulacja to pozostawia niewiele.
Szczerze ? Są takie dni, gdy jednego z nich nie ma to na mnie wyładowują gniew. Ciągle mnie poniżają.
Ciągle mnie obrażają . Ciągle porównują z kimś innym.
" Dlaczego do jasnej cholery nie możesz być taka jak Caroline ?? ".
Carolnie... Idealna blondynka,o wspaniałych ocenach, miła i słodka. Taką ją widzą moi rodzice i inni. Poznałam się na niej już dawno. Bo sama jest taka jak moi rodzice. Wybuchowa i wiecznie zirytowana.
Córeczka bliźniaka taty. A może jednak w szpitalu nas podmieniono i trafiłam nie do tego co trzeba domu ? Mało prawdopodobieństwo, a nadzieja jest matką głupich.
Jestem jej całkowitym przeciwieństwem.
Ciemnowłosa o nawet dobrych ocenach raz jestem arogancka,chamska i pyskata, a raz miła i pogodna.
To pierwsze ukształtowało się we mnie przez te ostatnie trzy lata odkąd rodzice po raz pierwszy mocno się pokłócili.
Nie rozumiem ich... Jak można kłócić się przez ten czas i nawet nie wziąć rozwodu ? Ahh.. Niby się kochają ? Tsa, jasne . Według mnie sami sie niszczą. Pytanie : Tylko kogo obchodzi moje zdanie? Nikogo.- odpowiedziałam sama sobie.
Przez ten czas stopniowo wycofywałam się ze społeczeństwa na jego skraj by móc poobserwować czy by mieć wreszcie święty spokój.
A po głowie od roku zaczęły chodzić mi samobójcze myśli...
Bo niby jaki jest sens życia?
Starałam się znaleźć dobre i zły strony tego czynu.
Dobre dla mnie strony : Wreszcie uwolnię się od rodziców,ich kłótni, Caroline, bólu po stracie ukochanego, Nikt i tak sie mną nie przejmował...
Mogłabym tak długo wymieniać ale to coraz bardziej dołujące i wywołujące łzy.
Złą stroną jest to, że mogłam stracić to co mogłabym w życiu zrobić, ale to żadna strata.
Więc pozostało mi tylko jedno.
Rzucić się w objęcia Śmierci.

________________________________________

Mam nadzieję, że Wam sie spodobało.
Liczę na Komentarze. ♥
Drugi Rozdział gdy będzie kilka komentarzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Witajcie .
Może niektórym z Was przemknęło przez głowę po co założyłam tego bloga.
A innym może i nie, bo ich nic nie obchodzi i taka jest prawda.
Założyłam ten blog po to by dodawać jakieś tam swoje bazgroły. Jakieś tam opowiadania i imaginy.
Dlaczego akurat pinger ? Bo jest łatwy, więcej ludzi ma możliwość skomentowania i po prostu lubię tutaj przebywać.
Mam nadzieję, że będziecie komentować.
Może więc umówmy się na taką współpracę :
♦ Komentarz = Komentarz
♦ Obserwacja = obserwacja
♦ Znajomi = Znajomi
Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten blog i te moje bazgroły.
Pierwsze będzie Fan Fiction Zmierzch.
Tyle Wam zdradzę, a pierwszy krótki rozdział znajdzie się za kilka minut .

Cześć.